niedziela, 21 lutego 2016

9. Przyjaciele



Zanim ladujemy moj spokoj jeszcze raz zostaje zaklucony. Tym razem pochodzi do mnie chlopak, mniej wiecej w moim wieku. Ma ciemne wlosy, brazawe, wesole oczy. Jako pierwszy odkad przebywam wsrod ludzi z buknra, pierwsze co robi, to wyciaga do mnie reke i przedstawia mi sie.
-jestem William. Ale mów mi Will. Naprawde przykro mi z powodu twoich rodzicow. Wiem jak sie czujesz.
-watpie- odpowiadam
- tego nie mozesz byc pewna. Zaraz bedziemy ladowac, ale widze, ze ty nawet nie probowalas odpiac pasow. - sia dakolo mnie i przypina zapina swoje. Teraz wiekszosc ludzi jest juz uleczona i widze, ze tez przygotowuja sie do ladowania.
- zraz potym jak wyladujemy, wszyscy bedziemy musieli sie udac do przezydent Row. - tlumaczy mi Will. Przynajmniej nie chce mnie tam zaciagnac sila. Jestem mu wdzieczna, ze chce zebym byla doinformowana, ale teraz chcialabym zostac sama.- potem bede mogl cie zabrac do twojego brata. - wzmianka o Andym powoduje, ze zaczynam go sluchac
-gdzie on jest? - pytam. Moze skoro jest taki wylewny, to powie mi gdzie jest maly.
- nie jestem upowarzniony do przekazywania takich infrmacji.- Will nachyla sie ku mnie i zniza glos do szeptu- ale slyszalem, ze jesli bedziesz wspolpracowac, to chca dac wam wspolny pokoj- mruga do mnie z lekkm usmiechem- ale nic o tym nie wiesz, ok?
- okej- odpowiadam, zadziwinona tym spoufalaniem sie. Czuje, jak poduszkowiec laduje, drzwi sie otwieraja. wszyscy odpinaja pasy i kieruja sie do wyjscia. Ja ze swoimi mam problem, co widzi ciemnooki chlopak. Usmiecha sie i pokazuje mi jak wypiac sie z fotela. Wychodzimy razem w ciszy z poduszkowca. Will idzie stanac w szeregu, a ja nie wiedzac co zrobic, ide za nim.
- macie pietnascie minut, na rozpakowanie sie i poazkanie blizkim, ze jestescie cali. Po tym czasie widze was wszystkich i prezydent Row. Jasne? -mowi glosno dean, ktory stoi przodem do reszty zloniezy.
- tak jest. Odpowiadaja rowno wszyscy, lacznie z Will'em. Staja na bacznosc, salutuja mu i rozchodza sie w roznych kierunkach. Jedynie mlody chlopak zostal przy moim boku i przyglada mi sie wyczekujaca. Patrze na niego, bo nie wiem o co mu chodzi.
- domyslam sie, ze teraz nie wiesz co masz zrobic. Nie musisz sie rozpakowywac i pewnie nie wiesz nawet gdzie jestes i gdzie masz isc. Mialem cie oprowadzac po bunkrach.
-a, czyli teraz ty bedziesz mnie pilnowal? - odpowiadam nawet nie zastanawiajac sie nad tym co wlasnie powiedzialam.
- nie pilnowal. Czy po tym co wlasnie zobaczylas, dalaej chcesz uciec? Zreszta wierz mi, stad nie da rady uciec, na wlasnyhc nogach i bez dluzszych przygotowan.- unosze pytajacy brwi. - bede twoim... Przewodnikiem. Tak to nazwijmy, ok?- kiwam glowa
-a ty nie idziesz pokazac bliskim, ze jestes caly?- pytam.
- nie mam komu sie pokazac.- chlopak spuszcza wzrok, a mi jest wstyd, ze bylam dla niego nie mila w trakcie lotu.- ty bys mogla pokazac sie swojemu bratu ciagle sie o ciebie dopytuje, ale nie wiem, czy to dobry pomysl. Nie wygladasz najlepiej. - na moj kark wylewa sie rumieniec. Will sie usmiecha.
-nie jest tak strasznie. Myslisz, ze dasz rade przebrac sie i wykapac w pientnascie minut?
-tak, ale nie mam w co sie przebrac. Spogladam na ubranie. Prawy bok i rekaw koszuli sa cale w zaschnietej krwi. Przypominam sobie jak prentowalam sie dzis rano w lazinece, ale wtedy nie przejmowalam sie wygladem, bo mialam co innego na glowie. Na przyklad jak ogluszyc Deana i stad uciec.
-tym sie nie martw, co wymyslimy. chodz. - Will lapie mnie za reke i rusza przed siebie nie zwracajac uwagi, na moja reakcje. A jestem na prawde zdziwiona tym, co robi. Ma duza i ciepla reke. Jego uscisk nie boli, jest nawet przyjemny wiec nie opieram sie i pozwalam zabrac sama nie wiem gdzie.
Idziemy dlugim korytarzem. wyglada prawie identycznie jak te ktorymi dzis prowadznil mnie dean.
- czy wszystkie te tunele wygladaja tak samo? - pytam.
- wiekszosc z nich tak. Korytarz do szpitala jest krotki, i ma tylko jedne duze, przeszklone drzwi. - kiwam glowa, bo wiem jak on wyglada. - ten na przyklad konczy sie schodami. Jestesmy kilka pieter nad glowna sala, bo tu znajduje sie ladowisko dla poduszkowcow. rzeczywiscie po chwili widze schody ktore prowadza w dol. Schodzmy po nich kilka pieter w dol. Nie idziemy jednak najnizej, kierujemy sie w lewo. Widze, ze schody prowadza jeszcze bardziej w dol.
- na tym pietrze znajduja sie tylko pomieszczenia mieszkalne. Tak jest w wiekszosci przypadkow, ale na poziomie zerowym gdzie znajduje sie wielka sala, tez jest pare korytarzy z pokojami. - zatrzymujemy sie przy jednych z drzwi. Will otwiera pokoj i wchodzimy do malego pomieszczenia. Pod jedna ze scian znajduje sie zwykle, nieposcielone lozko. Obok niego szafka. Pod przeciwlegla sciana stoi komoda,a na niej widze kilka ksiazek.
- przpraszam za balagan, nie spodziewalaem sie gosci.  Usmiecha sie zawadiacko, Podchodzi do komody i otwiera szuflady. Wyjmuje czysta koszulke, ktora juz na pierwszy rzut oka wydaje sie na mnie za duza. - poki co musi ci wystarczyc, nie znajde nic innego. - mowi i nie czekajac na moja odpowiedz rzuca koszulke w moja strone. Zabiera sie za przszukiwanie innej z suflad. Wyciaga spodnie dresowe, ktre tez sa na mnie za duze, ale nogawki bede mogla podwinac, a w pasie moge sciagnac je sznurkiem. - dalej... - Will otwiera kolejna szuflade i wyciaga spory recznik. - to tez ci sie przyda. - zamyka szuflade i podchodzi do szfki obok lozka- tutaj masz szampon. To chyba wszystko, prawada? - kiwam glowa. Will kieruje sie w storne drzwi.
-To tetaz do lazienki. Tylko szybko, bo nie zostalo nam zbyt wiele czasu. - wychodzimy z pokoju i kierujemy sie dalej w glab korytarza. Zatrzymujemy sie przy kolejnych dzwiach. Chlopak otwiera je przedemna i puszcza mnie przodem.
- tam sa prysznice - wskazuje reka. Bede tu czekal, az skonczysz, ok?
- dobrze - odpowiadam i kieruje sie prosto ku wskazanym dzwiom. Lazienka wyglada identycznie, jak ta w ktorej bylam z deanem. Nikogo tu nie ma, wiec rozbieram sie do naga i wchodze pod prysznic. Myje sie szybko, bo nie chce, zeby chlopak mial przezemnie problemy. Rany szczypia mnie w zetknieciu z szmponem i woda, ale nie zwracam uwagi na bol. Szybko myje wlosy. Zdrapuje krew z rak. Myje twarz. Po chwili jestem czysta, wiec wychodze spod letniej wody. wycieram wlosy recznikiem. Przy osuszaniu ciała musze juz uwarzac, bo siniak na szyji boli mnie teraz strasznie  kiedy go dotykam. Ubieram sie pospiesznie, zabieram ze soba brudne rzezczy i wychodze. Will czeka na mnie przed drzwiami, tak jak powiedzial.
- no prosze, szybko ci poszlo - posyla w moja strone usmiech. Odkad tu jestem, tylko od niego i Lily otrzymalam tyle serdecznosci. Postanawiam im zaufac, bo do stolicy nie mam po co wracac.
- po drodze zostawimy rzeczy w moim pokoju i idziemy prosto do przezydent Row. - mowi. I dobrze. Moze tam doczekam sie jakichs wyjasnien. Postanawiam sobie, ze ich zarzadam. Beda musieli mi wszystko wyjasnic. Idziemy znowu do pokoju Will'a tam zostawiam rzeczy. Podaje mi grzebien, bo stwiedza, ze mamy jeszcze chwile. Podchodze do lusterka ktore wisi nad komada. MOje odbicie tera juz bardziej przypomina dawna mnie. co prawda w ubraniach Will'a wyglądam cośc smiesznie. jednak lepsze to, niż zakrwawiona i podziurawiona koszulka. Mysle sobie, ze chyba ufam Will'owi. Tak jak i Lily. Tetaz to oni najbardziej przypominaja przyjaciol w tym miejscu. Rozczesuje szybko koltuny i idziemy na spotkanie z prezydent Row.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz