poniedziałek, 6 maja 2013

1. Pustka






  Powoli otwieram oczy. Biorę głęboki wdech. Czuję jak czyste powietrze przechodzi przez mój układ oddechowy. Orzeźwia moje ciało i wydaje się jakby docierało do wszystkich moich kończyn. Wiem, że budzik jeszcze nie dzwonił. Obudziłam się przed czasem, więc pozwalam sobie chwilę poleżeć i mieć moment tylko dla siebie.   
  Czuje na ciele miękkość materaca i pościeli; i to na tym przyjemnym uczuciu skupiam moja uwagę,  lecz po chwili coś się zmienia. Czuję... Coś jakby swędzenie w okolicy serca... Nie, to nie swędzenie  jakby pojawiająca się pustka, tęsknota. Tylko za czym? Nazywam się Sylvia Bright, mam 22 lata, i nie powinnam się tak czuć. Przecież wszystko jest w najlepszym porządku, myślę. Wtedy słyszę powoli narastający, przyjemny dźwięk budzika. Pozwalam sobie na jeszcze minutę lenistwa, żeby wyzbyć się tego dziwnego uczucia. Staram się je wypchnąć z siebie głębokimi wdechami, jednak nie ustępuje. Wtedy wyłączam budzik i idę do łazienki.  Nie podoba mi się to, że dałam za wygraną, ale może jak skupie uwagę na czymś innym, to zapomnę?
  Zajmuję się codziennymi czynnościami. Poranny prysznic, mycie zębów. 
  Kiedy moja twarz ukazuje się w lustrze, widzę znajomy obraz. Długie, ciemne gęste i grube, mokre teraz włosy. Jasna cera, wystające kości policzkowe. Nieduży, prosty nos, pełne usta. I duże, bardzo ciemne oczy otoczone czarnymi, długimi rzęsami. Nad nimi dwa bliźniacze łuki brwi. Nic specjalnego, gdyby nie to, że jeszcze nigdy u nikogo nie widziałam, tak ciemnych oczu i włosów w odcieniu brązu. Ciemniejszy, może być już tylko czarny, jednak, moje włosy i oczy nie są czarne. Są ciemno brązowe.
  Kończę myć zęby. Nie podoba mi się to, ze uczucie pustki wciąż mnie nie opuszcza. Co jest ze mną nie tak? W Idealnym Świecie nikt nie powinien się tak czuć. Nigdy nie słyszałam o czymś takim. Jesteśmy stale kontrolowani, przez urządzenie, które mamy wbudowane do przedramienia od urodzenia. Zbiera informacje o naszym stanie zdrowia, o tym jak się czujemy i wysyła je do bazy danych. Jednak gdyby to było coś bardzo złego dostałabym wezwanie do ośrodka zdrowia. To powinno mnie uspokoić. Jednak łapię się na tym, ze trzymam się zlewu i zaciskam mocno powieki. Podnoszę wzrok i znowu widzę swoje odbicie. Jestem jeszcze bledsza niż zwykle. Biorę trzy głębokie wdechy i powoli poluźniam uścisk. Zmuszam się do uśmiechu  Nie może tak być.  Postanawiam o tym nie myśleć i idę do sypialni, żeby się ubrać. Wchodzę do jasnego i uporządkowanego pokoju. Tak wygląda teraz mniej więcej cala ziemia. Jest spokojna, ludzie nie znają wojen, głodu. Wszystkie choroby leczone są od ręki. Oczywiście starsi ludzie, którzy przeżyli straszna wojnę pamiętają jeszcze jak to jest, żyć w ciągłym strachu. Przed śmiercią, choroba lub utrata bliskich. Przechodzą mnie ciarki, na myśl o tym.
  Mamy rok 2040. Po wyniszczającej wojnie populacja ludzi znacznie się zmniejszyła. Kiedy wielka wojna się skończyła, zebrała się rada, dzięki której ludzie teraz żyją w harmonii i spokoju. A to miedzy innymi dzięki temu, ze rada wszystko kontroluje. Nie istnieje coś takiego jak rząd, czy pieniądze. Nauczeni, że nie jest to coś dobrego dla ludzi, wyzbyliśmy się takich rzeczy. 
  Prycham pod nosem na myśl o czymś takim jak pieniądze.  Banknoty i monety były siedliskiem chorób, a z historii świata wiem, że ludzie dla nich zabijali! Jak to w ogóle możliwe? Nie wiem czy to zasługa ewolucji, czy Wielkiej Rady, ale myślę, że pieniądze były zbędne. Teraz, dzięki urządzeniu, możemy płacić jednostkami. Nie da się ich ukraść. Kolejny powód dzięki, któremu liczba jakichkolwiek zbrodni zmniejszyła się do zera.
  Skończyłam się ubierać, więc schodzę na dół. Czuje woń śniadania. Uśmiecham się, bo wiem, że zaraz zobaczę, chuderlawą sylwetkę małego chłopca. To mój brat. Mały Andy. Nie ma osoby na tym świecie, którą kochałabym bardziej. Idę korytarzem i wiem, że zaraz ujrzę mamę krzątająca się po kuchni. Kończy przygotowywać śniadanie. Zza rogu wyłania się obraz, o którym przed chwilą myślałam. 
  Najpierw widzę mamę. Już nakłada śniadanie na talerze, które trzyma tata. Rozpromieniam się na widok malej sylwetki, która biegnie do moich stóp. Podnoszę chuderlawego chłopca i widzę niebieskie błyszczące z podekscytowania oczy.
  - Dziś wychodzimy, pamietas?- pyta z wielkim uśmiechem. Mimo tego, ze Andy jest chudziutki, jego policzki są bardzo pełne.
  - Jakże mogłabym zapomnieć? - odpowiadam z poważną miną.- Dziś wielki dzień pełen atrakcji. Ale tylko wtedy, jeżeli zjesz cale śniadanie, mistrzu. Później nie będzie czasu na jedzenie! - Wtedy dopiero odpowiadam mu szerokim uśmiechem, bo widzę jak lekko się krzywi. Nie wiem skąd jego awersja do jedzenia.
  - A powies, mi gdzie idziemy? - Nie wiem, czy opłaca mi się jeść caałe śniadanie...
  - O ile dobrze pamiętam mądralo, to miała być niespodzianka. - Mały marszczy brwi i robi poważną minę, co powoduje u mnie kolejny uśmiech.
  - Dobrze, a powiesz mi chociaż po śniadaniu - Śmieszy mnie to jak stara się mówić bardzo wyraźnie, żeby brzmieć poważniej. Jak na swój wiek, jest bardzo mądry.
  Drażnię się z nim przez chwilę, udając, że się namyślam.
  - Myślę, że to może kosztować brak kwaśniej miny przy jedzeniu warzyw, umowa stoi? - Mały namyśla się przez chwilę, po czym dumny z tego, że wytargował ze mną wiadomości o celu dzisiejszej wyprawy, uśmiecha się i krzyczy, że tak. 
  - To co brzdącu, idziemy jeść?
 - Idziemy - stawiam go na podłodze, ale Andy nie puszcza mojej reki i ciągnie mnie ochoczo w stronę stołu. Witam rodziców całusem w pliczek i zasiadamy do posiłku.
  - To jak Andy, wiesz już gdzie zabiera cie dziś Sylvia?- pyta tata
  - Jeszcze nie, ale powiedziała, że powie mi gdzie idziemy. - Mały odpowiada z uśmiechem. Po czym wbija widelec w leżący na talerzu brokuł. Obserwuje go uważnie, ale on nie zwraca na mnie uwagi. Przez chwile wpatruje się w warzywo na widelcu po czym wkłada je do ust i przeżuwa. Widzę, że na początku robi to powoli, ale po chwili przekonuje, ze jedzenie jest smaczne. Kolejne kęsy je już bez zastanowienia, z wyraźną niecierpliwością. Uśmiecham się pod nosem, zadowolona z tego, że nakłoniłam go do jedzenia.
  - Widzę, ze jedzonko posmakowało, co mały?
  - Nie jest tak źle. Musze nabrać sil, bo mam przeczucie, ze dziś będzie ciekawie.
  - Na pewno będzie ciekawie - powtarzam - bo idziemy do oceanarium. - Andy robi duże oczy i już widzę, że chce zasypać mnie pytaniami, wiec szybko mowie - ale najpierw zjedz cale śniadanie. To nieco ostudza jego zapal, ale stara się jeść szybciej, żeby mieć śniadanie za sobą.
  - Oceanarium? - dopytuje mama, czyli nie będzie was cały dzień?
  - Dokładnie, planuje zwiedzić, je cale wiec, macie dla siebie trochę czasu.
  - A kiedy ty znajdziesz dla siebie trochę czasu, co? - wywracam oczami, bo wiem, że zaraz zacznie się temat: ciągle pracujesz, nie spotykasz się z rówieśnikami, nie mówiąc już, o znalezieniu sobie kogoś. Teraz, ludzie muszą utrzymywać populacje. Jej liczba nie może zbytnio spaść. Ludzie w moim wieku już pracują. Kiedy mają mniej-więcej 25 lat wiążą się ze sobą, jakiś rok później już maja pierwsze dziecko. Każdy możne mieć jedno dziecko. Czasami, gdy liczba ludności spada, baza wybiera rodziny z puli, które się zgłosiły, z chęcią posiadania kolejnego dziecka. Ja puki co nie czuje się na to gotowa. A z moimi rówieśnikami jakoś nie mogę się dogadać. Strasznie mnie nudzą ich problemy. Jasne, w pracy wszyscy wykonują swoje obowiązki jak należy, jednak dziewczyny w moim wieku wydaja mi się strasznie płytkie. Chcą wyglądać jeszcze lepiej.
  Ciągle rozmawiają o ubraniach i tym podobnych rzeczach, o których ja nie mam zbyt dużego pojęcia. Faceci z kolei nie są tacy źli, jednak żaden nie zainteresował mnie w jakiś szczególny sposób. Są fajnymi kolegami to wszystko.
  - Ja spędzam swój czas razem z Andy'm - w moim glosie słychać nutę zirytowania. Po raz kolejny dziś biorę głębszy oddech i posyłam w kierunku mamy uśmiech. Widzi chyba, że nie mam ochoty rozmawiać na ten temat, wiec swoją uwagę skupia na tacie. Nie przysłuchuję się jej, tylko kończę śniadanie w milczeniu. Naprawdę kocham swoich rodziców, ale drażni mnie to, ze chcą mnie wpasować w schemat. Moi rówieśnicy w wolne dni, jak ten spędzają ze znajomymi. Co prowadzi do wybrania sobie partnera i założenia rodziny. Ja puki co nie mam takich zapędów, a nie chce robić nic na sile.
  Z ulga widzę, że mały dokończył cale swoje śniadanie i patrzy na mnie wyczekująca.  Dojadam resztki śniadania i od razu biorę się za przygotowania do wyjścia. Biorę wodę do torby, świeże warzywa zapakowane w paczkę, na przekąskę i kierujemy się do wyjścia.Z ulga widzę, że mały dokończył cale swoje śniadanie i patrzy na mnie wyczekująca.  Dojadam resztki śniadania i od razu biorę się za przygotowania do wyjścia. Biorę wodę do torby, świeże warzywa zapakowane w paczkę, na przekąskę i kierujemy się do wyjścia.

1 komentarz:

  1. "- Nie wiem czego mogłabym sobie życzyć. Mam wszystko – zastanowiła się i niepewnie na niego spojrzała. Chłopak wydawał się zamyślony, ale i nie ukazywał jakiegokolwiek smutku na wypowiedziane przez nią słowa, choć miała wrażenie, że jednak mogły go zranić.
    - Pomyśl. Czy na pewno jesteś prawdziwie szczęśliwa? Jeśli tak, to zdmuchnij świeczkę, nie wypowiadając w myślach żadnych konkretnych próśb, jeśli jednak nie, będziesz wiedziała o czym pomyśleć – uśmiechnął się nieśmiało"

    Zapraszam na http://wishmeyourself.blogspot.com
    gdzie pojawił się Rozdział 15!

    Przepraszam za spam!
    buzi :*

    OdpowiedzUsuń