niedziela, 21 lutego 2016

19. Opowieść




Iko- heart of stone

Siedzimy w ciszy i upajamy się pięknem otaczającego nas miejsca. Ziemia wokół nas jest tak ciepła, że po chwili położyłam się, a Dean zaraz poszedł w moje ślady.
- Sylvio... - Dean zaczął cicho, zagłuszając lekko melodię, którą wyśpiewywał sobie jakiś ptak. Odwracam się w jego stronę. Widzę jego twarz, która znajduje się niedaleko mojej. Wygląda teraz, jakby intensywnie nad czymś myślał. Przewracam się na bok i uśmiecham się zachęcając go by mówił dalej. Żeby go lepiej widzieć podpieram się na łokciu.
- Tak się zastanawiam... Nie przypominasz sobie nic? Z przed... twojego pobytu w stolicy? - wygląda jakby ciężko było mu dobrać słowa. I jakby w ostatniej chwili zmienił zdanie, co do tego, o co chce mnie zapytać.
- Wiesz, dobrze, że nie. Gdyby tak było, od razu bym ci o tym opowiedziała. Wiem jakie to dla ciebie ważne. - on też odwraca się w moją stronę. Pierwszy raz widzę go tak poważnego.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - uśmiecha się lekko.
- Wydaje mi się... - potrząsam lekko głową. Mogłam tego w żaden sposób nie komentować.
- Wydaje ci się, że co? - dopytuje. Muszę się wspomóc głębokim wdechem, żeby mu odpowiedzieć. Nie wiem, jak zareaguje, a jeszcze nigdy nie wyznawałam nikomu swoich uczuć.

fire in the water

- Wydaje mi się, że wiem. - próbuję zebrać myśli, a Dean czeka w skupieniu na to co powiem. -Widzisz, teraz wszystko jest inne. Wydaje mi się... - co mam mu powiedzieć? Mogłam siedzieć cicho. - Teraz trudno jest połapać mi się w tym co czuję. Spróbuj postawić się w mojej sytuacji. Ja nawet nie wiem kim jestem, więc skąd mam wiedzieć co czuję? - patrzę na niego, żeby nie umknął mi żaden szczegół, tego jak, na moją wypowiedź, zareaguje. - Wiem jedno. Nie wiem czy to pojawiło się samo z siebie, czy to jakieś wspomnienie z przeszłości, ale mi na tobie zależy. - to prawda. Zależy mi na Dean'ie. Chce żeby mnie lubił i ciepło o mnie myślał. I żałuję, że wtedy sprawiłam mu ból. Żałuję też, że go nie pamiętam. Zamykam oczy, żeby lepiej to wszystko sobie poukładać. Dlatego dziwię się kiedy czuję na twarzy jego dotyk. Na mojej skórze wybucha pożar. Jego dotyk przyjemnie pali. Ogrzewa moją twarz. Nawet o tym nie myśląc wtulam się w jego rękę, bo nie chcę, żeby ją zabierał. Otwieram oczy i widzę, że Dean się uśmiecha.
- Kiedyś robiłaś dokładnie tak samo - mówi. Jego czy mnie hipnotyzują. Nie mogę się od nich oderwać, chociaż Dean wpatruje się we mnie tak intensywnie, że w innym wypadku od razu opuściłabym wzrok. Przybliża swoją twarz do mojej i teraz czuje jak robi mi się gorąco na całym ciele. Wiem co chce zrobić. Wydaje mi się, że mogę teraz przewidzieć każdy jego ruch. Przesuwa mi kciukiem po policzku, by zaraz potem wpleść mi palce we włosy. Ciepło z jego dłoni przenosi się na moje ciało, sprawiając, że moje ciało robi się jeszcze gorętsze.
  Nie wiem co teraz czuję. Kłębi się we mnie tyle emocji. To, że wydaje mi się że wiem co zaraz zrobi. To, że nie jestem pewna czy tego chcę. To, że Dean wciąż czeka na to czy pozwolę mu się pocałować, sprawia, że opuszczam głowę w dół.
- Przepraszam - mówię. Teraz pewnie mnie znienawidzi, a nie chcę tego. Dean nie odzywa się prze dłuższą chwilę więc muszę na niego spojrzeć. Uśmiecha się lekko, ale widzę smutek w jego oczach.
- Spokojnie, nic się nie stało. To nie pierwszy raz, kiedy to zrobiłaś. - patrzę na niego zdziwiona. - Znam cię. Pamiętam jakie z ciebie ziółko. Masz mocny charakter. - Przez to, że się uśmiecha nie brzmi to jak oskarżenie.
- Wow. - nie wiem jak inaczej skomentować jego wypowiedź. - Musiałeś mnie kochać na prawdę mocno.
- Ja wciąż cię kocham. To nigdy się nie zmieni. - kiedy to mówi, w jego oczach widać ogień. A mi temperatura ciała znów podskakuje o kilka stopni. To jaki jest pewien swojej deklaracji, sprawia, że chcę wszystko sobie przypomnieć.

Ghosts That We Knew - Mumford & Sons

- Opowiedz mi coś. Jakiś moment, nasze wspólne wspomnienie  Coś co razem przeżyliśmy. Może to pomoże mi sobie coś przypomnieć.
- To było nie dawno po tym jsk się tu zjawiliście. Przyszedł czas zbiorów, więc musieliśmy wyjść na powieżchnię. Nie było wyjątków, bo każde ręce były potrzebne do pracy.
  Ja latałem za toba jak pies, a ty oczywiście nie zwracałaś na mnie najmniejszej uwagi. W sumie nie dziwiłem się. Tyle się wtedy wydazyło w twoim życiu. Byłaś zajęta sobą i Andy'm. To był pierwszy raz kiedy widziałem cię bez niego. Wiec kiedy nadażyła się taka okazja, trzymałem się blisko ciebie.
  Po druguej stronie lasu, znajduje sie sad. Tam zbieraliśmy owoce. Znajdowaliśmy się na jego skraju. W pobliżu znajdowało sie niewiele osób, więc nikt nie zwrócił uwagi, kiedy nagle się odwróciłaś i zaczełaś się oddalać. Ja niewiele myśląc poszedłem za tobą. Nie wiem co cię odciągnęło w tym kierunku, ale szłaś pewnie, przez jakiś czas. Wtedy zobaczyłem, że zaczyna wyłaniać się przed nami małe jeziorko. Z jednej strony otzcały go skały. Spływała po nich woda, tworząc mały wodospad. Nagle stanełaś i zaczęłaś przyglądać się mijescu. Nidy nie wiedziałem nic piękniejszego. - uśmiecha się do mnie. - Przez nie uwagę, wszedłem na jakąś gałązkę. Jej pękniecie odbiło się w idealnej ciszy, a ty zaalarmowana, odwróciłaś się szybko w moją stronę.
- Co tu robisz? - spytałaś z groźną miną.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Jestem...
- Wiem kim jesteś - przerwałaś mi. - pytam się co tu robisz? Nie powinieneś być na zbiorach?
- To samo pytanie mógłbym zadać tobie.
- Więc może lepiej wracajmy. - odpowiedziłaś. Wystrzaszyłaś się chyba, że sprowadzę na cibie kłopoty, kiedy ja nie marzyłem o niczym innym, jak o tej chwili. W końcu mogłem z tobą porozmawiać. Tyle, że o czywiście zapomniałem języka w gębie. Stałem tam jak kretyn i nie wiedziałem co zrobić.
- Yhm, to może... Jestem Dean. - podszedłem do ciebie z wyciągnietą ręką, a ty dalej nieufna kiwnełaś tylko głową. - A ty, jesteś..? - oczywiście wiedziałem jak się nazywasz, ale jakoś musiałem wyciągnąć z ciebie informacje. Chciałem, żebyś mi zaufała.
- Sylvia - powiedziłaś tak cicho, że ledwie dosłyszałem.
- Wiec Sylvio. Sokro tu jetseśmy... Oni sobie poradzą, dwie pary rąk nie zrobią im większej różnicy. - patrzyłaś na mnie zagubiona nie wiedząc o co mi chodzi. - Gdzie w bunkrze masz okazję zobaczyć coś takiego? Albo popluskać się w wodzie? - uśmiechnełaś się na te słowa, ale dalej byłaś pełna rezerwy.
- Ale...
- Spokojnie, jakby co wezmę wszystko na siebie - powiedziałem. Chyba nie mogłaś się juz doczekać. Bo kiedy podałem ci ręke, chwyciłaś ją bez oporu i podeszłiśmy do jeziorka. Sprawdziliśmy wodę. Była ciepła. Bez zastanowienia, zanużyliśmy się w nią i spędziliśmy razem resztę dnia. Od tamtej pory... Byliśmy praktycznie nierozłączni. - Dean uśmiecha się do swoich wspomnień. Ja robię to samo.
- Wow. Wtedy musiało być, na prawdę pięknie - nie dziwię się, że opowiedział mi akurat tę historię.
- Tak było. - Dean uśmiecha się, żeby za chwilę spoważnieć.
- Niestety. - mówię - nie dało mi to żadnej wskazówki.
- Trudno - wzdycha Dean - poczekam. Zawsze będę na ciebie czekał. - łapie mnie za ręke, a mi w tym samym momencie burczy w brzuchu. Nieprzyjemny dżwięk wyrywa nas z idyllicznego uniesienia.
- Chyba czas się zbierać - Dean staje na nogi i wyciąga do mnie rękę. Łapię ją bez zastanowienia i pomaga mi wstać na nogi. Szybki ruch sprawia, że kręci mi się w głowie i wpadam twarzą w jego pierś.
- Przepraszam - mówięi odsuwam się od niego, ano Dean lekko się uśmiecha. Nie komentuje tego w żaden sposób. Idziemy w stronę lasu, a ja łapię jeszcze ostatnie promienie słońca, które padają mi na twarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz