Florence and the machine- heavy in your arms.
Leżę na materacu i staram się uspokoić moje zawroty głowy. Dean chyba myśli, że śpię, więc na razie nie zamierzam go wyprowadzać z błędu. Postanawiam, że to dobra chwila, żeby poukładać sobie w głowie parę spraw.
Po pierwsze Will mnie pocałował. Nie pamiętam czy mi się to podobało, bo chwilę później leżałam na ziemi z wstrząśnieniem mózgu. Za dużo rzeczy wydarzyło się w zbyt krótkim czasie. Jak stwierdziła Lilly, Dean jest o mnie zazdrosny. Czy to dlatego pobił Willa? Tylko dlaczego jest o mnie zazdrosny?
Z tego co podsłuchałam, wynika, że kiedyś byliśmy razem. Że Dean, mnie... kocha. Tylko jak to jest możliwe? Ja nic nie pamiętam. Czy możliwe jest, żeby zapomnieć o tym, że się kogoś kocha?
Tylko, patrząc wstecz, wydaje się, że Dean rzeczywiście mnie zna. Lepiej niż ktokolwiek. Lepiej, niż ja sama siebie w tym momencie.
Zaczyna się we mnie rodzić gniew. Eh, dlaczego w stolicy pozmieniali mi wspomnienia? Wcześniej nad tym nie myślałam. Stwierdziłam, że jak wspomnienia zaczną wracać, wtedy przyjdzie na to czas. Tylko, że one nie wracają.
Czuję się tak sfrustrowana, że wzdycham głęboko. Dean łapie mnie mocniej za rękę, jednak ja nic więcej nie robię. Teraz jest czas na przemyślenia...
Przypominam sobie co prezydent Row opowiadała mi o moim życiu przed porwaniem. Mówiła, że uciekliśmy tu z rodzicami. Że, żyliśmy tutaj, ale nie mówiła nic o tym, że byłam z Deanem.
Willa też nie pamiętam. Tyle, że o nim nikt nic nie wspomina. Może też jest tu od niedawna? Pewne jest, że jego lubię za to kim jest. To on mi pomógł. On był przy mnie i jego od samego początku obdarzyłam zaufaniem.
Mam taki mętlik w głowie. Nie wiem już co jest prawdą, a co kłamstwem. Nie pomaga mi też, to że dalej kręci mi się w głowie.
bon iver - roslyn
- Wiesz, myślałem, że będzie inaczej kiedy wrócisz? - odzywa się Dean. - Nie spodziewałem, że rzucisz mi się od razu w ramiona. To na pewno. Ale obiecaliśmy sobie, że zawsze siebie znajdziemy. Bez względu na wszystko. - wzdycha ciężko. - Tylko, że teraz zastanawiam się czy dobrze zrobiłem. - urywa na moment. - Zdaje się, że byłaś tam szczęśliwa. To wydaje się być dobre, nawet jeśli miałabyś być szczęśliwa beze mnie. - ściska mnie mocniej za rękę. - Tylko, że nie wiedziałem czy jesteście tam całkiem bezpieczni. Wielka Rada w każdej chwili mogła wydać rozkaz zabicia ciebie i małego.
Słucham uważnie tego co ma mi do przekazania. To co mówi, nie wydaje się być kłamstwem. Zresztą i tak myśli, że śpię, więc dlaczego miałby kłamać?
Dean wstaje, pochyla się nade mną i głaszcze mnie po policzku.
- To wszystko moja wina. Przepraszam. - miejsce, w którym mnie dotyka wydaje się parzyć. Nie jest to nieprzyjemne uczucie, wręcz przeciwnie. Dean przejeżdża palcem po moich wargach, a wtedy przyjemne ciarki przechodzą mnie wzdłuż kręgosłupa. To powoduje, że otwieram oczy. Jego twarz znajduje się bardzo blisko mojej, ale on nie wydaje się być zmieszany.
- Hej. - uśmiecha się do mnie. Nie wiem co mu odpowiedzieć. Nie widzę nic, poza jego twarzą i to mnie rozprasza. Mój oddech przyśpiesza. Nie dlatego, że się go boję, tylko dlatego, że znajduje się tak blisko. - Jak się czujesz? - dalej nie mogę się skupić, więc zamykam oczy.
- Lepiej, dziękuję. - słyszę, że Dean siada, więc otwieram oczy. Odchrząkuje, jakby nie mógł wydusić z siebie słowa.
- Więc.. zakładam, że nie spałaś? - nie wydaje się być zły z tego powodu.
- Nie. Nie pomyślałam, że... że będziesz się zwierzał, więc nie wydawało mi się konieczne wyprowadzać cię z błędu. - uśmiecham się lekko. Teraz jest mi trochę wstyd. - Jednak, chyba nie wyszło mi to na złe. - Dean patrzy na mnie pytająco. - To co mi powiedziałeś... pomogło mi poukładać sobie kilka spraw. - unosi brwi.
- To znaczy?
- Myślałeś, że śpię. To wyklucza kłamstwo. - Dean uśmiecha się, trochę drwiąco. Na pewno? zdaje się pytać. Jednak to ignoruję. Nie robi tego na poważnie. - Zresztą kiedy tu leżałam, przypomniałam sobie kilka rzeczy. - jego uśmiech gaśnie w jednym momencie. Chyba wprowadziłam go niechcący w błąd, bo zdaje się, że myśli o innych wspomnieniach niż ja. - Nie, nie przypominałam sobie ciebie. Albo, rzeczy sprzed mojego... pobytu w Stolicy. - teraz Dean wygląda na zawiedzionego. - Jednak to, co powiedziałeś. To uświadomiło mi, że rzeczywiście mnie znasz. Lepiej niż ktokolwiek. To coś musi znaczyć. - siedzimy przez chwilę w ciszy.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - Dean zaciska mocno powieki.
- Sylvio, a co miałem ci powiedzieć? Zresztą czy to by coś mieniło? Czy można kogoś zmusić do miłości? - mówi spokojnie. Zastanawiam się co teraz musi czuć, jednak moja wyobraźnia mnie zawodzi. Jakbym się czuła, gdyby osoba, którą kocham mnie nie pamiętała? W dodatku Dean myśli, że go nienawidzę. Zresztą sama mu to powiedziałam.
- Dean? - uświadamiam sobie, że pierwszy raz wypowiedziałam jego imię. On, chyba też jest tego świadomy, bo patrzy na mnie i ze zdziwieniem unosi brwi.
- Przepraszam. - mówię.
- Za co?
- Za to co ostatnio powiedziałam. - mówię cicho. - Wcale tak nie myślę. - Zamykam oczy, bo znów zaczyna kręcić mi się w głowie. - I przepraszam, że cię nie pamiętam. To musi być dla ciebie... trudne. - Dean długo się nie odzywa, więc otwieram oczy. Siedzi tylko i wciąż na mnie patrzy.
- Łatwo nie jest. Ale najważniejsze jest, że tu jesteś. - uśmiecha się serdecznie. W ogóle go nie poznaję. Dean zdaje się być teraz zupełnie innym człowiekiem, niż tym sprzed wyjazdu. Cieszę się, że na mnie nie naciska. Po prostu ze mną rozmawia. Co prawda trzyma mnie za rękę, ale to mi nie przeszkadza.
Nagle drzwi się otwierają i widzę w nich Lilly. Uśmiecha się i zerka na nasze splecione dłonie.
- Oh, ty powinnaś teraz spać. Niestety na tą dolegliwość, nie ma magicznego lekarstwa. Tym razem musisz po prostu odpocząć. - mówi Lilly, próbuje przybrać surowy ton, jednak przez uśmiech majaczący na jej twarzy, nie brzmi to zbyt poważnie. Sen nie wydaje się teraz złym pomysłem. Gdyby nie to, że tak bardzo kręci mi się w głowie.
Dean zdaje się wiedzieć dokładnie jak się czuję. Głaszcze mnie rytmicznie po ręku, co pozwala mi się odprężyć. Po chwili zmieniam się z bezwładny worek, moje zawroty głowy ustają i nawet nie wiem, w którym momencie usypiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz