niedziela, 21 lutego 2016

16. Zazdrość




 Wracamy z Will'em w ciszy. Tylko nasze kroki odbijają się echem od ścian. Ta cisza. To zimno. Moje myśli. I wyrzuty sumienia. Muszę czymś zająć umysł.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że Dean pojechał do stolicy? - Will wzdycha, jakby ciężko było mu odpowiedzieć na to pytanie.
- Czy to by coś zmieniło? - odpowiada mi poirytowany.
- Nie wiem. Ale wtedy powiedziałbyś mi prawdę. - uświadamiam sobie, że jestem na niego zła. Bo może mnie nie okłamał, jednak nie powiedział mi całej prawdy.
- Nie okłamałem cię, Sylvio. - mówi już spokojnie, jednak musiał wspomóc się głębokim wdechem, żeby wypowiedzieć te słowa bez zdenerwowania.
- Ale całej prawdy też nie powiedziałeś - byłam coraz bardziej zła, wiec zaczęłam w myślach liczyć do dziesięciu. Nie byłam zła tylko na niego, a to nie byłoby fair wyładowywać na nim swoje emocje. Przystanęłam. - Ufam ci. Jak nikomu. Więc nie chcę, żebyś mnie oszukiwał, czy czegoś nie mówił. Po tym wszystkim co się ostatnio stało, potrzebuję kogoś takiego jak ty. Więc, proszę... błagam, bądź ze mną szczery.
- Masz rację. Przepraszam. Tylko... Myślałem, że tak będzie dla ciebie lepiej...- zamknęłam oczy. Nie podoba mi się to co właśnie powiedział.
- Kłamstwo zawsze jest najgorsze - weszłam mu w słowo - nigdy mnie nie okłamuj, dobrze? - Will stoi naprzeciwko mnie. Wygląda jakby, się zastanawiał, wiec myślę, że to co teraz powie będzie szczere. Jednak nie mogę doczekać się odpowiedzi, więc otwieram oczy. Will podszedł do mnie bardzo blisko. Czuję bijące od niego ciepło. 
- Nigdy więcej tego nie zrobię. Nie oszukam cię. - mówi chrapliwym szeptem. Kładzie mi ręce na ramionach. Wiem co się za chwilę stanie, jednak nie wiem co mam zrobić. Czy mam mu pozwolić, na to, żeby mnie pocałował? Czy tego chcę? Czy to będzie dla nas dobre? Tyle pytań kołacze się w mojej głowie. Na żadne jednak nie zdążam sobie odpowiedzieć, b już czuję jego ciepłe wargi na swoich. Są miękkie. Will powoli ociera się swoimi ustami o moje. Chce chyba, żebym odwzajemniła pieszczotę, jednak, ja nie mogę nic zrobić. Stoję tam jak sparaliżowana, więc Will kładzie dłoń na mojej talii i przyciąga mnie do siebie. Prawą rękę wplata mi we włosy i napiera na mnie. Całuje mnie zapamiętale.
  Nagle jednak nic mnie nie trzyma. Nic nie czuję. Nie wiem co się dziej. Słyszę tylko szamotaninę i uderzenia co jakiś czas. Otwieram oczy. Wygląda to tak jakby Will się rozrósł, jakby wyrosły mu dodatkowe ręce i nogi. Nie, ktoś nad nim stoi.
  Nagle wszystko rozumiem. Ktoś bije Willa. Rzucam mu się na pomoc, jednak nieznajoma postać w ogóle mnie nie zauważa. Łapię go więc za rękę i staram przytrzymać, jednak nie na wiele się to zdaje. Ten ktoś ma tyle siły i jest tak rozproszony, że kolejny cios, który jest wymierzony w Willa, odrzuca mnie do tyłu tak, że uderzam plecami o ścianę. Dopiero to powoduje, że natarcie ustępuje.
Szumi mi w głowie i zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ktoś się nade mną pochyla, łapie mnie za głowę. Myślę, że to kolejny cios, więc chcę się przed nim chronić. Podnoszę rękę mając nadzieję, że jakoś dam radę.
- ...cii. przepraszam. Przepraszam. Nic ci nie zrobię. - Dean odwraca się do Willa - Idioto, to wszystko przez ciebie! Mówiłem ci żebyś jej nie dotykał! - głowa mnie boli od tych wrzasków, które odbijają się od ścian i powodują wibracje w mojej głowie. - Wszystko w porządku?
- Nic nie jest w porządku. Uderzyłeś ją. - mówi Will, na co Dean się krzywi. - chce się odezwać, żeby się nie kłócili i, że wszystko jest dobrze, jednak jest mi ciężko. Głowa mnie łupie, a ich krzyki wcale mi nie pomagają.
- Możesz wstać? - słyszę głos Williama. Kuca teraz obok Deana i pochyła się nade mną, jakby przepychanka, która miała miejsce przed chwilą, nigdy się nie wydarzyła. Próbuję skupić na nim wzrok, jednak jest mi ciężko. Dostrzegam tylko, jakieś ciemne plamy pod nosem i nad brwią.
- Chyba jednak nie. Zaniosę ją do skrzydła szpitalnego. - Dean już stoi na nogach i bierze mnie na ręce. Nie opieram się. Ledwo rejestruję co się dzieje. Czuję tylko kołysanie, jakbym unosiła się na wodzie. Moje powieki robią się coraz cięższe.
- Hej, tylko mi tu nie usypiaj - słyszę nad głową. - Nie musisz nas odprowadzać, znam drogę. 
- Nie obchodzi mnie to. - mówi Will. Słyszę, że jest wściekły. - Ona ma wstrząs mózgu, nie może usnąć.
- Hej, hej, nie śpij. - kołyszę się teraz szybciej, co nie robi dobrze na mój żołądek. - Proszę, nie śpij. - te słowa. Ten głos, sprawiają, że nie chcę spać. Staram się myśleć jaśniej. Oddycham głębiej.
- Szybciej kretynie. Myślisz, że jak ją poprosisz, to to coś pomoże? - słyszę Willa. Po tych słowach, jakby moja chwilowa zdolność koncentracji się ulotniła. W ostatnim akcie walki spoglądam jeszcze w górę i widzę, jak Dean wpatruje się we mnie błagalnie. Wtedy ciemność nade mną zwycięża. Pochłania mnie całkowicie.


 Leżę na czymś niewygodnym. Czuję pod sobą coś miękkiego, jednak jest to na tyle cienkie, że z łatwością wyczuwam znajdującą się niżej twardość. Chcę otworzyć oczy, jednak na razie jest to nie możliwe. Czuję się źle. Głowa mnie łupie, a żołądek zdaje się przekręcać to na jedną, to na drugą stronę. Mam mdłości. Nawet głębokie oddechy przez usta na nic się nie zdają.
- Wszystko będzie z nią dobrze, spokojnie. - słyszę przyjemny głos. Skądś go znam, jednak nie wiem skąd i do kogo należy. Nie mogę się skupić, w dodatku moje mdłości nie ustępują.
- Nie wiem jak mogłem...- zaczyna ktoś, jednak jego głos się załamuje i nie może dokończyć zdania.
- To był wypadek. Nawet William tak powiedział. 
- To nie zienia faktu, że ją uderzyłem. - ktoś wypowiada te słowa z obrzydzeniem.
- To nie była twoja wina. Nikt ci się nie dziwi. W końcu byliście razem. A teraz... 
- Dlaczego jej wspomnienia nie wracają? - przerywa Lilly Dean. - Wiem, że Andy sobie przypomina, a ona? W ogóle nie wydaje się mnie rozpoznawać. Myślałem, że... że akurat mnie będzie pamiętała. - głos znów się załamuje. Zaczynam czuć coraz więcej. Mogę dopasować poszczególne głosy do mówiących osób. Czuję też, że ktoś trzyma mnie za rękę. Ale to tylko tyle jeśli chodzi o poprawę, bo mój żołądek nie chce się podporządkować.
- Nie wiem, Dean. Ale w końcu sobie przypomni. To jak się kochaliście... Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Myślę, że Sylvia znajdzie drogę, żeby do ciebie wrócić. - słyszę lekkie poklepywanie.
- Dzięki. Ale nie mów tego w czasie przeszłym. U mnie nigdy się to nie zmieni. - Dean wzdycha. - Ale nie wiem jak będzie z nią.
- To znaczy? - pyta Lilly.
- Nie wiem ile powiedział ci Will.
- Podobno się posprzeczaliście. Tyle, że to jak wyglądacie, nie do końca pasuje mi do sprzeczki.
- No, więc niech tak zostanie. Tyle tylko... Lilly. Ona mnie nie pamięta. I chyba zaczyna czuć coś do Will'a. 
- Trudna sprawa. Jeśli jej wspomnienia nie wrócą, może musisz sprawić, żeby znów się w tobie zakochała? Skoro raz cię pokochała, wątpię, żeby miała z tym problem. - mówi Lilly na co Dean zasysa głośno powietrze. 
- Ona mnie nienawidzi, jak mam tego dokonać?
- Na to już ci nie mogę odpowiedzieć. Ty powinieneś wiedzieć najlepiej jak to zrobić. - Dean nie komentuje tego w żaden sposób. 
- A co z innymi sprawami? Wiesz o co mi chodzi? Prezydent Row też zależy na tym żeby odzyskała pamięć. Wielka Rada...
 Więcej nie zniosę. Mój żołądek ma się tak źle, że z łatwością otwieram oczy. Szybko podnoszę się do pozycji siedzącej, co nie sprzyja mojemu samopoczuciu. Strasznie kręci mi się w głowie, i gdyby nie to, że ktoś podpiera moje plecy, osunęłabym się z powrotem na materac. Śniadanie podnosi mi się do gardła, więc jestem wdzięczna, że ktoś postawił mi coś na nogach, bo cała zawartość mojego żołądka ląduje w misce. Oczy mi łzawią tak, że nic nie widzę. Ktoś głaszcze mnie delikatnie po plecach, a nad uchem słyszę delikatny głos. Nie rozumiem jednak co mówi, bo moim ciałem zaczynają wstrząsać dreszcze.
- Hej, co jest? - słyszę Willa. Pięknie, teraz wszyscy będą świadkami tego, jak zwracam śniadanie, lepiej być nie może. Mój żołądek zdaje się być pusty, więc odsuwam od siebie miskę ze wstrętem. Ktoś podaje mi wodę, żebym wypłukała usta.
- To wstrząśnienie mózgu. Wymioty są przy tym normalne. Spokojnie. - Słyszę Lilly. Przecieram oczy, bo do tej pory łzy wylewały się z nich tak obficie, że nic nie widziałam. 
 Rozglądam się dookoła.
 Will stoi naprzeciwko mnie, ale nie patrzy na mnie. Zerka obok mnie zirytowany, więc podążam za jego wzrokiem. Obok mnie siedzi Dean i obejmuje mnie ręką. Gdyby nie on opadłabym na łóżko. 
- Coś nie tak? - pyta Dean.
- Nie jest w porządku. Wszystko dobrze? - te słowa kieruje do mnie.
- Tak - mam zachrypnięty głoś, więc przełykam głośno ślinę. - Teraz jest już dobrze. - nie jest to do końca prawdą, bo kręci mi się w głowie. W dodatku bolą mnie plecy i ciągle coś mnie łupie w potylicy, jednak jest już lepiej. Will podchodzi bliżej. Ma rozcięty łuk brwiowy i dolą wargę. 
- To dobrze - jest już przy moim łóżku i łapie mnie za rękę. Patrzy na mnie, jednak co chwilę zerka na rękę Dean'a, która mnie obejmuje. - Chyba powinnaś leżeć.
- Jest dobrze tak jak jest. - mówi Dean, zanim zdążę odpowiedzieć.
- Masz jakiś kurs lekarski, o którym nikt nic nie wie? - Will spogląda ze złością na Dean'a. 
- Dziwne, bo to samo pytanie mógłbym zadać tobie. - odpowiada Dean. Widać, że też jest zdenerwowany. Will już chce coś odpowiedzieć, jednak Lilly się wtrąca.
- Hej, Sylvia potrzebuje spokoju. Jeśli chcecie dalej się sprzeczać, to nie tutaj. - mówi Lilly spokojnie, jednak w słowo sprzeczać włożyła tyle sarkazmu, ile jest tylko możliwe.
- Tak, masz rację. Chyba wrócę do ciebie później. - mówi Will. Uśmiecha się do mnie, całuje mnie w czoło i wychodzi. Dean skamieniał na ten czas. Ręką, którą mnie nie obejmuje, zaciska w pięść, tak, że pobielały mu kłykcie.
- Ona rzeczywiście powinna się położyć Dean. - słyszę Lilly po prawej stronie. 
- Dobrze. Chodź, pomogę ci. - podtrzymuje mnie, dopóki moje plecy nie leżą na materacu.
- Na razie muszę wyjść, będziesz tu?- Lilly pyta Dean'a.
- Nigdzie się stąd nie ruszam. - zamykam oczy, bo ściany wydają się falować.
- Chyba śpi. Trochę się ponudzisz.
- Nie przeszkadza mi to.
- Wiesz, że zazdrość ci tylko zaszkodzi? Nic nią nie zdziałasz. - mówi Lilly i wychodzi, na co Dean tylko ciężko wzdycha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz