niedziela, 21 lutego 2016

21. Wstyd




Bloodstream - Stateless

  Podnoszę się powoli z kucek, a Will tylko stoi i mnie obserwuje. Nie mówi nic, a cisza po chwili zaczyna mi ciążyć. Nie jest tak jak wtedy, kiedy jestem z Dean'em. Wtedy cisza wydaję się dobra. Teraz zdaje się być nie na miejscu.
- Will... - zaczynam, bo zaczyna mi już dzwonić w uszach.
- Nie. Zrobisz. Tego. - wypowiada te słowa tak, jakby każde z nich było osobnym zdaniem. Wpatruję się w jego brązowe oczy, bo nie wiem co mam mu powiedzieć. Wygląda jakby się czegoś bał, tylko nie mogę rozgryźć czego.
- Proszę, nie utrudniaj mi tego. Wszystko będzie dobrze.
- Tego nie możesz być pewna. Rozmawaiłem... To się może źle skończyć. - podchodzi do mnie powoli. W jego czach zaczynają się zbierać łzy. Wtedy uśwaidamiam sobie jak bardzo mi na nim zależy. Wcześniej nie byłam tego świadoma. Jego ból spawia, że kurczę się w sobie. Nie pomaga mi też fakt, że to ja sprawiam mu ten ból i, że nie mogę tego zmienić.
- Will, proszę. - Podchodzę do niego i kładę mu rękę na policzku. Na jego twarzy wciąż widać jeszcze ślady po soattniej bójce. - Zoabaczysz, nic się nie stanie.
- Nie... - teraz przychodzi mi do głowy tylko jeden sposób, jak go uciszyć. Jestem świadoma, tego, że co przed chwilą zdażyło się między mną a Dean'em, ale i tak całuję Will'a. Ocieram delikatnie swoimi ustami o jego. Więcej mu nie potrzeba. Will wpija się łapczywie w moje wargi.
  Jest zupełnie inaczej niz kiedy dotyka mnie Dean. Czuję jego ciepłe i delikatne ręce, które błądzą teraz po mojej talii. Jego usta są miękkie i przyjemne. Na początku czułam, jak Will jest zachłanny, niemalże brutalny, ale teraz to się zmienia. Całuje mnie powoli i namiętnie. Przyciągna mnie do siebie jak najbliżej, tak, że nieomal wyginam się w łuk.
  We mnie też coś się zmienia. Na początku nie jestem pewna co, jednak powoli zaczynam uświadamiać sobie, że go kocham. Zależy mi na nim i nie chcę, żeby cierpiał, ale o ironio!, nic nie mogę na to poradzić. Po moich policzkach spływają łzy, sprawiając, że pocałunek staje się słony.
  Will chyba czuje, że mam już dosyć bo odsuwa się odemnie nieznacznie, jednak nie wypuszcza mnie ze swoich objęć. Z takiej odległości nie widzę nic poza jego twarzą. Nasze oddechy są przyspieszone, więc dajemy sobie chwilę, żeby się uspokoić.
- Teraz to na pewno cię nie wypuszczę. - mówi chrapliwie.
- Kocham cię. - To jedyne co mogę mu teraz odpowiedzieć. Nie chcę go okłamywać.
- Ja ciebie też. - słyszę w odpowiedzi. Will znów mnie całuje, jednak teraz jest to  tylko krótki całus.
- Chodźmy. - mówię po czym napotykam pytające spojrzenie Will'a. - Chcę się położyć. - W sumie to miała być tylko wymówka, ale uświadamiam sobie, że to wcale nie jest kłamstwo. Po całym dniu spędzonym na łące moje ciało potrzebuje odpoczynku. Kolejny znak, że jeszcze nie do końca wydobrzałam.
  Ten dzień był naprawdę długi. Możnaby pomyśleć, że od rana, kiedy leżałam w szpitalu minęła cała wieczność! Tyle się dziś wydarzyło.
  Will tylko kiwa lekko głową i birze mnie za rękę. Idziemy do wyjścia, a ja zastanawiam się jak to dalej rozegrać. Nie mam zamiaru się poddać. Muszę odzyskać moje wspomnienia, bez względu na to co będę musiała zrobić.
  Idziemy przez salę szpitalną i widzę coś, czego się nie spodziewałam. Myślałam, że Dean odprowadził Andy'ego do naszej kwatery. Teraz mężczyzna patrzy na nas z daleka, co chwilę zerkając to na nasze splecione dłonie, to na moje, zaczerwienione teraz od płaczu oczy.
- W pożądku? - pyta, kiedy już znajdujemy się dostatecznie blisko, żebyśmy mogli go usłyszeć.
- W jak najlepszym. - mówi wesoło Will. Chyba go przekonałam. Dean jednak patrzy na mnie badawczo, ale ja nie mogę spojrzeć mu w oczy. Myślę teraz jedynie o tym, jak nie w pożądku zachowuję się w stosunku do obu mężczyzn. Czy Dean domyśla się co stało się w gabinecie doktora? Czy zauważył, jak moje policzki płoną ze wstydu, i że unikam jego wzroku?
 Kiedy już udaje mu się złapać moje spojrzenie, dzieje się coś dziwnego. Wszystko co zdażyło się nie dalej niż trzy minuty temu, zostaje zepchnięte daleko w zakamarki mojej podświadomości. Mam teraz ochotę puścić rękę Will'a i podbiec do Dean'a. To jego chcę trzymać za rękę.
  Wzdycham głęboko, bo wiem, jak złym człowiekiem jestem. Żle postępuję i bardzo dobrze o tym wiem. Tyle tylko, że nie wiem jak to rozegrać. Nie wiem co zrobić, żeby nie zranić żadnego z nich.
- Myślicie, że mogę spać dziś u siebie? - rozglądam się po pomieszczeniu, jednak nie widać ani Doktora, ani Lilly.
- Nie, powinnaś...
- Myślę, że nie będzie z tym problemu. - Zaczyna Will, lecz Dean mu przerywa.
- Więc chodźmy. - zmuszam się do uśmiechu, puszczam rękę Will'a i wyciągam ją do Andy'ego.
  Idziemy razem tunelem, a ja nie mam zamiaru oglądać się za siebie. Ciekawe czy Will powie Dean'oni co się przed chwilą wydażyło? Mam nadzieję, że nie, bo ostatnim razem, kiedy Will mnie pocałował, nie skończyło się to dobrze.
- Sylvio, czu coś się stało? - Andy wyrywa mnie z zamyślenia.
- Czemu tak myślisz?
- Płakałaś. - oznajmia. Zapomniałam jak bardzo potrafi być spostrzegawczy!
- Nic poważnego się nie stało, nie przejmuj się. - raczę go wymuszonym uśmiechcem. Teraz nic nie wydaje się łatwe. A już szczególnie okłamywanie małego. Ale jakie mam inne wyjście? Chociaż gardzę kłamstwem, jego zamierzam strzec wszystkimi możliwymi sposobami. Nie ma rzadnego powodu, dla którego miałabym mu powiedzieć co zamierzam zrobić. Wiem, że wszystko będzie dobrze. Musi być.
- Lepiej mi opowiedz co się ostatnio ciekawego działo! Wiesz w szpitalu raczej nikt się ze mną nie dzielił nowinami.
  Andy zaczyna się ze mną dzielić mało istotnymi informacjami z najmniejszymi szczegółami, na przykład co było wczoraj na śniadanie. I chociaż chcę go słuchać, to nie mogę się skupić, bo słyszę rozmowę, która odbywa się za nami.
- Jak ją przkonałeś? - słyszę za plecami cichy głos Dean'a. Chyba nie jest świadomy tego, że jego głos odbija się od ścian tunelu, i choć muszę wytężyć słuch, mogę usłyszeć każde słowo.
- Mam swoje sposoby. Ale nie martw się Winters, myślę, że zrozumiała, że to nie jest tego warte.
- Tak uważasz? - słyszę zdziwionego Dean'a i wypobrażam sobie jak unosi teraz wysoko brwi.
- Co?
- Myślisz, że to nie jest tego warte? Bo mi się wydaje, że myślisz co innego. - Will nie odpowiada, więc Dean ciągnie dalej. - Wydeje mi się, że boisz się, że ona sobie wszystko przypomni. Że przypomni sobie mnie, a ty tego nie chcesz, mam rację? - Po tym pytaniu znów następuje cisza, co Dean bierze za poprawną odpowiedź. - A ja głupi myślełem, że robisz to ze względu na nią! - przy tym zdaniu Dean unosi lekko głos, jednak szybko się opanowuje. - Kto by pomyślał? Święty William Pettenrson! Jak możesz?!
- Myślisz, że tak nie jest?
- Nie wydaje mi się. Teraz myślisz tylko o sobie. Prawda jest taka, że ty nie chcesz, żeby ona sobie wszystko przypomniała.
- Nieprawda.
- No może racja. Nie obchodzi cię czy jej wspomnienia wrócą, ale za rzadne skarby nie chcesz, żeby przypomniała sobie mnie. - Dean wytrąca chyba tym zdaniem Will'owi wszystkie argumenty, bo nie doczekuje się odpowiedzi.
  Dochodzimy do poziomu piątego, więc carztymuję się przy drzwiach prowadzących na oddział drugi. Will już chce wejść z nami, kiedy Dean zastępuje mu drogę.
- O ile dobrze pamiętam, twoja kwatera znajduje się na poziomie siódmym.
- Gratuluję świetnej pamięci. - odpowiada mu Will, patrząc na mnie. Widzę, że Dean już chce mu odpowiedzieć, a jego mina nie sugeruje, żeby to miało być coś miłego, więc wczodzę mu w słowo.
- Will, poradzę sobie. - chłopak nie wydaje się pocieszony moimi słowami.
- Dobrze. W takim razie do jutra. I pamiętaj co ci mówiłem. - Patrzy na mnie znacząco. Czuję jak mój kark robi się gorący, więc spuszczam wzrok. - Do zboaczenia, mały. - Will odwraca się i idzie w kierunku schodów.
- Chodźmy. Musicie się położyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz